września 1

Silownia

Odkąd przeprowadziłam się do Warszawy zmieniłam całkowicie zdanie o tym mieście. Na starcie uważałam to miasto za miejsce wielokulturowe, ale z biegiem czasu wydaje mi się, że jest to zbiorowisko szpanerów z całej Polski. Wiadomo wszak powszechnie, że aktualnie odsetek rdzennych Warszawiaków jest nieznaczny w odniesieniu do całej populacji stolicy. O ile ktoś uważa, że przesadzam, to nakreślę może jasno sytuację. Weźmy na przykład takie miejsce jak silownia. Pozornie niewinnie wyglądające lokum dla wszystkich, którzy pragną zadbać o własną sylwetkę. Jednak wyłącznie pozornie. W ostatnim czasie dostałem kartę z pracy. Karta ta upoważnia mnie do bezpłatnego wykorzystywania wielu ośrodków sportowych. Wybrałem siłownię, bo była najbliżej mojego lokalu. Okazało się, że nie uda mi się wejść tego konkretnego dnia, ponieważ wszelkie numerki do szatni są wykorzystane. Mogę czekać, nie wiadomo jak wiele, aż ktoś opuści ośrodek. Wreszcie, po dwóch godzinach w kolejce, dostałem się na salę. Jak się okazało niewiele osób tam ćwiczyło. Znakomita większość się “lansowała”. Co to znaczy? Siedzieli zwyczajnie na przyrządach, co jakiś czas pokręcili pedałami czy przesunęli bieżnię i to wszystko. Większość nie robiła nic, tylko paradowała w stroju sportowym po korytarzach. Nie rozumiem takich osób. Po co się przychodzą wdzięczyć w takie miejsca, przecież i tak nic im to nie da. W każdej chwili będą tylko “tępą warszawką”.

 

No Comments

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.